Fotografia Adama Pietrasiewicza
Adam Pietrasiewicz
Widziane z pozycji siedzącej
czyli
co mam do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

E-book - historical fiction

Przejście do strony na której można kupić ebook Powroty

Co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

O popularyzacji nauk i kosmologii

28 grudnia 2018

Artystyczna wizja wybuchu na czarnym tle

Oto ciekawy wynik mojej dyskusji z młodocianym pasjonatem kosmologii i ogólnie nauk. Pasjonat jest humanistą jak ja, i jak ja wielbi wszelkiego rodzaju literaturę popularnonaukową, z której garściami czerpie swoją wiedzę o świecie.

Wielokrotnie już dyskutowałem z takimi ludźmi i wielokrotnie zauważałem, że w popularyzacji nauki kryją się różne pułapki wynikające z faktu, że język naturalny nie jest w stanie w pełni oddać tego, co opisują równania matematyczne. Trochę tak, jakby tłumaczyć niewidomemu od urodzenia czym są kolory. Podobnie trudno nam jest oderwać się od sposobu myślenia o świecie kategoriami Newtona, choć wiemy, że świat NIE JEST taki, jak go widział i rozumiał ten wielki człowiek.

Takim całkowicie powszechnym błędem rozumienia tego, czego uczą nas naukowe teorie jest na przykład spopularyzowana (zwulgaryzowana wręcz) zasada nieoznaczoności Heisenberga, która jest bardzo regularnie wyjaśniana w sposób absolutnie i fundamentalnie fałszywy, całkowicie sprzeczny z samymi fundamentami fizyki kwantowej.

Otóż czytając książki popularnonaukowe czy słuchając wykładów często nawet bardzo utytułowanych naukowców dowiadujemy się, że zasada nieoznaczoności w skrócie mówi nam, że NIE DA SIĘ zmierzyć jednocześnie pozycji i prędkości cząstki. Nawet otworzywszy Wikipedię znajdziemy tam w tym temacie coś zupełnie innego, jednak w książkach popularnonaukowych najczęściej dowiemy się, że NIE DA SIĘ.

Gdy się chwilę zastanowić to dochodzimy w takim razie do wniosku, że ogólnie to jest tak, że rzeczona cząstka MA jakąś konkretną prędkość oraz MA jakąś konkretną pozycję (przecież to oczywiste, że musi mieć, prawda) i tylko ten cholerny Niemiec (do tego zwolennik Hitlera!!!!) zakazuje nam sprawdzenia jednocześnie jednego i drugiego. Ale ogólnie cząstka obiektywnie MA jakąś prędkość i MA jakąś pozycję...

A to nieprawda. Cząstka NIE MA jednocześnie konkretnej pozycji i prędkości, a zasada nieoznaczoności właśnie tego nas uczy. A książki popularnonaukowe nie...

Podobnie jest z kosmologią i odpowiedzią na pytanie skąd się wziął Big Bang. Na przykład śp. Stephen Hawking ogłosił swego czasu, że udało mu się wykazać, że Boga nie ma, gdyż do powstania świata wystarczała samo istnienie grawitacji. Przynajmniej tak przedstawiono jego myśl w książkach popularnonaukowych. Inni mówią o branach, superstrunach, energii pustki itp.

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że zawsze potrafimy przedstawić źródło danego zjawiska czy przyczynę pojawienia się jakiegoś bytu. Drzewo wyrosło, chmura to skondensowana para wodna, światło bierze się z żarówki, a prąd bierze się ze ściany... Wszystko, co nas otacza, skądś się wzięło, czyli że było coś, co je poprzedzało i jest jego przyczyną.

Nowoczesna nauka przekonała nas, że cały Wszechświat jest pewnego rodzaju przedmiotem, a teorie naukowe wskazują, że ten przedmiot może mieć swoją historię, czyli początek. To dość nowe rozumienie świata wynikające m.in. z teorii względności. Przedtem Wszechświat był pewnym opakowaniem, w którym działy się rzeczy mające każde swoją historię, ale samo opakowanie po prostu było i już.

No i fakt, że Wszechświat jest przedmiotem, którego historię możemy badać tak jak możemy badać historię galaktyk czy gwiazd powoduje, że wpadamy (myślę szczególnie o konsumentach dzieł popularyzatorskich, no i oczywiście o autorach bardzo wielu tych dzieł) w pułapkę traktowania Wszechświata jak każdego innego przedmiotu. A to błąd, i jest to własnie błąd, jak mi się wydaje, wynikający ze złej popularyzacji wiedzy!

Otóż o ile każdy byt bierze się z CZEGOŚ, czyli ma coś, co go poprzedzało, o tyle Wszechświat nie może brać się z CZEGOŚ, bo sam fakt istnienia tego czegoś powoduje, że nie może to być źródło Wszechświata, bo skoro istniało jako jego źródło, to znaczy że Wszechświat też istniał. Wszechświat mógłby wziąć się wyłącznie z całkowitej nicości, ale aby wyjaśnić jego powstanie z nicości musielibyśmy tę nicość jakoś opisać, czyli nadać jej jakieś cechy (np. hawkingową grawitację) co samo przez się anulowałoby pojęcie nicości, gdyż nicość nie może mieć żadnych cech w ogóle. Już nawet samo nazwanie nicości nicością nadaje jej jakąś cechę (byt!) czyli odbiera jej możliwość bycia nicością.

Ciekawie się dyskutuje z młodymi ludźmi zafascynowanymi nauką, filozofią i ogólnie światem. A najwspanialsze jest to, że są jeszcze tacy młodzi ludzie, którym się chce o takich rzeczach dyskutować w czasie, gdy mogliby klikać na smartfonie w jakiejś grze!

Następny tekst


Jeśli uważasz, że to co przeczytałeś było ciekawe albo wartościowe, kliknij na zieloną łapkę. Albo na tę drugą, jeśli nie. Takie kliknięcie zawsze jest przyjemne, bo oznacza, że to co piszę nie pozostawiło Cię obojętnym. Możesz również udostepnić ten tekst w serwisach społecznościowych, dzięki czemu inni też go zobaczą. możesz też zasubskrybować kanał RSS który będzie cię powiadamiał o nowych wpisach: uruchom subskrypcje kanału RSS

kliknij, jeśli tekst ci się spodobał5kliknij, jeśli tekst ci się nie spodobał4
Skomentuj

Pewne sprawy muszą być jasne - to jest MÓJ blog, więc to ja decyduję o tym, co się na tych stronach pojawi, a co nie. Tak więc gdyby ktoś chciał wypisywać tutaj rzeczy, których nie chcę tu widzieć (myślę głównie o jakichś wulgaryzmach, spamie itp), to je po prostu usunę. Takie jest moje zbójeckie prawo. (Merytorycznych, ale krytycznych wobec mojego tekstu uwag nie usuwam.)...aha, i jeszcze jedno - w komentarzach nie wolno umieszczać linków.